Ku pamięci Katarzyny Kruk

źródło: https://www.facebook.com/kasiakrukk/

„Jednego dnia chodzimy po ziemi, następnego już nas nie ma”

Jest lato, piękna pogoda, świeci słońce i jest dosyć ciepło. Pracy jest całkiem sporo, ale nie tak dużo jak będzie zapewne od września. A od września będzie intensywnie, ponieważ ruszają kursy z języka szwedzkiego na wszystkich poziomach zaawansowania. Już wiem, że prowadzenie niektórych grup chciałabym zlecić jednej z najlepszych nauczycielek języka szwedzkiego jakie znam – Kasi. Nie rozmawiałyśmy przez kilka miesięcy i poczułam, że to dobry moment, aby do niej zadzwonić, zapytać co u niej słychać i zaproponować prowadzenie 2 grup zajęciowych. Sprawdziłam na jej stronie internetowej, gdzie udostępniała swój grafik, kiedy ma okienko między zajęciami. To był poniedziałek lub wtorek, dokładnie nie pamiętam. Według planu do południa miała wolne, a po południu miała zaplanowane zajęcia. Była godzina 11. Podniosłam telefon i wybrałam numer. Telefon miała wyłączony. Poczekałam kilka godzin, wybrałam numer ponownie. Wciąż był wyłączony. Pierwsza moja myśl była taka, że wyjechała na urlop i wyłączyła telefon, żeby odpocząć. Ale z drugiej strony, przecież zaznaczyłaby to w kalendarzu, tak jak miała w zwyczaju to robić. Czekałam, aż oddzwoni. Zawsze oddzwaniała albo pisała SMS. Napisałam maila, ale nie dostałam odpowiedzi. Niecałe dwa tygodnie później, dowiedziałam się, że już nigdy się nie usłyszymy i nie zobaczymy.

Skąd się znałyśmy?

Najprościej – dzieliłyśmy tą samą pasję – język szwedzki. Poznałyśmy się w 2011 roku, kiedy redagowałam portal z materiałami do nauki języka szwedzkiego. Kasia zajmowała się sprawdzaniem treści pod kątem merytorycznym. Nie znałyśmy się prywatnie zbyt dobrze, ale zawodowo bardzo Kasię podziwiałam. Była chwilę po studiach skandynawistycznych w Warszawie, ale wiedzę miała ogromną, znacznie wybiegającą poza to, czego uczono na zajęciach. Była samoukiem w dużym stopniu, o czym wspominała wielokrotnie. Ja też i dlatego dobrze się rozumiałyśmy. Z czasem coraz mniej korzystałam z pomocy Kasi, ponieważ miała coraz więcej zajęć językowych i praca nauczyciela całkowicie ją pochłonęła. Powiedziała wtedy, że kocha uczyć i nie chce zajmować się niczym innym. Uszanowałam to, ale pozostałyśmy w kontakcie. W międzyczasie śledziłam Kasi poczynania. Widziałam, że osiąga spore sukcesy i jest jedną z najbardziej rozchwytywanych lektorem języka szwedzkiego na rynku. Nic dziwnego, w końcu była jedną z najlepszych w swoim obszarze.

Po kilku latach zgodziła się na prowadzenie kursu w jednej z firm, z którą współpracowałam. To był rok 2017 i od tamtej pory coraz częściej ze sobą rozmawiałyśmy. Dzieliłyśmy się doświadczeniami związanymi z uczeniem, opowiadałyśmy sobie o różnych sytuacjach, które miały miejsce podczas zajęć, a które były cenne pod kątem zbierania doświadczeń w zakresie nauczania. Obie z Kasią prowadziłyśmy zajęcia z języka szwedzkiego – każda z nas miała swoją własną praktykę. Ja w pewnym momencie przestałam zajmować się uczeniem, dlatego osoby, które do mnie trafiały z zapytaniem o lekcje – kierowałam do Kasi. Kasia z kolei przekazywała mój kontakt osobom, które potrzebowały coś przetłumaczyć na język szwedzki. Nie miałyśmy w tym interesu, po prostu czysta sympatia i chęć wzajemnej pomocy.

Jaka Kasia była prywatnie?

Z Kasią można było rozmawiać godzinami. Na różne tematy. Nie tylko o pracy. Kasia miała w sobie taką umiejętność, której ja nie posiadałam – ona potrafiła z każdego człowieka wykrzesać talent. Jej zdaniem, każdego człowieka dało się nauczyć języka obcego. W chwili kiedy ja uważałam, że jest to niemożliwe, ona udowadniała, że się da. Nie wiem jak to robiła, ale chyba używała czarów. Miała w sobie ogromne pokłady cierpliwości. Ale też traktowała uczniów z dużym szacunkiem i przyjaźnią. Uważała, że forma „per Pani/Pan” jest niedobra i tworzy niepotrzebny dystans. Ona ten dystans skracała. W końcu wszyscy jesteśmy ludźmi i jesteśmy sobie równi. Nigdy o żadnym uczniu nie powiedziała niczego złego. Każdy był wyjątkowy w pozytywny sposób. A każdy człowiek zasługiwał na szansę.

Coraz lepiej poznawałyśmy się prywatnie. Dowiedziałam się, że Kasia uwielbia zwierzęta. Miała w domu kota. Poza tym interesował ją temat bliźniaczych dusz. Dla mnie to coś z pogranicza ezoteryki, zupełnie nieznany dla mnie obszar. Te hobby czyniło z Kasi osobę tym bardziej magiczną i fascynującą. Kasia kochała też góry, szczególnie Tatry. Opowiadała często o swoich wyjazdach tam. Mówiła, że tam się najlepiej regeneruje. Lubiła chodzić po górach. Pewnego razu, zadzwoniła do mnie będąc w Tatrach. Powiedziała, że cały pobyt w górach spędziła w pokoju. Potrzebowała odpoczynku. Zdziwiłam się, że nie wybrała się na żadną pieszą wycieczkę. Pewnie już wtedy wiedziała, że nie powinna….

Rzadko spotyka się ludzi, którzy robią coś z tak ogromną pasją i takim oddaniem. Rzadko też spotyka się ludzi o tak dobrym sercu, tak bardzo lubiących innych ludzi. Myślę, że z tego też powodu Kasia wybrała zawód nauczyciela i nie chciała pracować jako tłumacz, mimo, że otrzymywała bardzo dużo propozycji tłumaczeń – ponieważ kontakt na żywo z drugim człowiekiem był dla niej bardzo ważny. Cieszę się, że ją poznałam, ponieważ sporo się od niej nauczyłam – od takiej ludzkiej strony. Polubiłam Kasię przede wszystkim jako człowieka. A jak kogoś lubię, to mam ochotę jechać z nim na wycieczkę w góry. Szkoda, że nam się to już nie uda.

Będzie nam Ciebie brakować Kasiu…

źródło: https://www.facebook.com/kasiakrukk/

Przez ponad 12 lat pracy jako nauczyciel, Kasia miała dziesiątki uczniów albo setki. Z wieloma z nich utrzymywała kontakt długo po tym jak przestała ich uczyć. Kasia jest pochowana na cmentarzu w Broku, skąd pochodzi jej tata i gdzie przez długi czas mieszkała z rodziną. Czując, że jej życie może niedługo się skończyć, przekazała wcześniej swojej rodzinie informacje, że właśnie tam chce spocząć. Wchodząc na cmentarz główną bramą, należy skręcić w prawo i iść wzdłuż muru, aż do końca dróżki, skręcić w lewo, przejść około 100 metrów i po lewej stronie na górce znajduję się grób, w którym spoczywa Kasia.

Kasia odeszła 15 lipca 2020 w wieku 34 lat. Miała tętniaka mózgu.

Tekst został opublikowany za zgodą i aprobatą taty Kasi.

Zdjęcie przesłane przez tatę Kasi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *